Dzieła Miłosierdzia
>> Galeria "Dzieła"
Wioska Dzieci Niepełnosprawnych

Piękno miejsca zdumiewa, a dobro porusza serce - tak można by krótko scharakteryzować wygląd Wioski Dzieci Niepełnoprawnych w Kałkowie. Jej idea nie zrodziła się nagle, ale istniała w kapłańskim sercu księdza Wali od lat. Widział w swoim życiu wiele instytucji pomagającym dzieciom, przyglądał się np. ochronkom prowadzonym przez siostry Służebniczki w jego rodzinnym Rudniku. Mając doświadczenie duszpasterskie w pracy z chorymi, i osobami głuchoniemymi, pragnął ulżyć dzieciom w dźwiganiu krzyża niepełnosprawności, chciał dać im odczuć, że są potrzebne i kochane. Więcej, że są wielkim darem dla Kościoła i kraju.
Idea budowy tej wioski początkowo nie mogła zostać zrealizowana z braku odpowiedniej ilości wody w sanktuarium w Kałkowie.

Dwie istniejące studnie ledwo zaopatrywały w wodę cały ośrodek. Zabiegał więc ksiądz Kustosz u władz o przyspieszenie budowy wodociągu. Dzięki przychylności wojewody kieleckiego, udało się szybciej zrealizować budowę wodociągu. Ukończono go w grudniu 1994 roku. Teraz można było myśleć, co dalej. Załatwił ksiądz Wala na początek w Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Radomiu i podlegającym jej nadleśnictwom drzewo na budowę wioski. Zarządy trzech cementowni: Ożarów, Nowiny i Małogoszcz przyznały bezpłatnie cement. Z kolei Przedsiębiorstwo Przemysłu Betonów "Prefabet" w Świerżach Górnych k. Kozienic ofiarowało gazobetonowe pustaki. Jednym słowem, nawet ksiądz Kustosz nie spodziewał się, że na jego apel o "wdowi grosz" odpowie tylu ludzi z całego kraju, dając dowód solidarności i miłości. Wiosną 1995 roku mogła ruszyć budowa wioski na placu za IV stacją drogi krzyżowej.

Dzięki również pomocy Państwowego Funduszu Osób Niepełnosprawnych w 1996 roku wioska była gotowa w stanie surowym. Rok później kontynuowano prace wykończeniowe, uzależnione przede wszystkim od ofiarności przyjaciół i dobrodziejów sanktuarium. W sumie stanęło jedenaście parterowych domków, ekologicznych i ciepłych, o powierzchni stu czterech metrów kwadratowych każdy, mogących przyjąć siedemdziesiąt dzieci.
Sierociniec w Rudniku
Rudnik nad Sanem, miejsce urodzenia, dzieciństwa i młodości księdza Czesława Wali, jest miasteczkiem szczególnie bliskim jego sercu. Tu również ksiądz Kustosz pragnął pozostawić po sobie trwałą pamięć. Zauroczony biografią Sługi Bożego księdza Władysława Markiewicza. ratującego młodzież, a także życiem i dziełami dla sierot bł. Edmunda Bojanowskiego, postanowił zatroszczyć się o biedne i opuszczone dzieci Idea miała szczególną wagę wobec szerzącej się dzisiaj biedy materialnej, wobec tylu dzieci pozbawionych rodzicielskiej opieki, Z czasem ksiądz Wala nabrał wewnętrznego przekonania, aby zbudować takie dzieło poza Kałkowem, by przykład troski o dzieci będące w potrzebie promieniował także gdzie indziej. Los padł na Rudnik, co siato się tym łatwiejsze, że posiadał tam odziedziczoną po rodzicach ziemię.
Sprawa dojrzewała wiele lat, zaś samą budowę rozpoczęto w 1998 roku. W celu gromadzenia środków założono fundację im. Księdza Czesława Wali, zdołano też zjednoczyć wokół dzieła wiele życzliwych serc. Wszyscy byli przekonani, że kiedy powstanie to dzieło, opuszczone dzieci znajdą w nim prawdziwe ciepło i prawdziwą miłość.
Po dwóch latach budowy udało się zamknąć dzieło i wprowadzić dzieci. Poświęcenia "Naszego Domu" dokonał 13 września 2000 r. ksiądz Prymas Józef Glemp. Powiedział przy tej okazji, że "to dzieło świadczy, że jest Jezus Chrystus, bo jest Jego miłość. To dzieło ukierunkowuje nas na tych, którzy tej miłości potrzebują i oczekują". Obecny na poświęceniu śp. biskup Jan Chrapek nazwał dom dziecka, a także wybudowany w pobliżu również przez księdza Walę dom opieki dla głuchoniemych, "ogniskami miłości". Te domy będą światłem dla naszej wyrachowanej współczesności, rozświetlił nasza stłamszoną nadzieję. Nazwał sierociniec perlą Jubileuszowego Roku Odkupienia, która będzie lśnić i będzie znakiem obecności Chrystusa.
Sierociniec w Rudniku został usytuowany w sosnowym zagajniku, ogrodzony murem, w którym umieszczono obrazy przedstawiające tajemnice różańca świętego. Kończy je mała Golgota wykonana z kałkowskiego kamienia. Sierociniec jest dużym obiektem, dobrze wyposażonym. Przypomina od frontu piękny paląc z arkadami i długim balkonem. Obszerne i wygodne sale mieszkalne, każda z łazienką, posiadają wiklinowe meble, jasne ściany, tworząc ciepły, domowy nastrój. Przestronny korytarz, jadalnia, kaplica..., wszystko zaplanowane ciekawie i funkcjonalnie. Dzięki Bożej pomocy, ofiarności przyjaciół sanktuarium, dotacjom PFRON-u, ośrodek wypełnił się dziećmi oczekującymi miłości i własnego domu. Sierocińcem.
nazwanym "Nasz Dom Dzieciątka Jezus", opiekują się siostry Pallotynki. Przebywa w nim ok. czterdzieści dzieci w różnym wieku, szczęśliwych, że znalazły dom z siostrzanym ciepłem. Ksiądz Wala zaś udowodnił, że nawet będąc daleko od rodzinnego gniazda, można wiele dobrego dla niego zrobić.
Będąc w Rudniku 13 września 2000 r. kard. Józef Glemp, Prymas Polski, poświęcił również dom dla osób samotnych, głuchoniemych, kolejną fundację księdza Czesława Wali. Budynek w surowym stanie ofiarował Andrzej Uba ze Stalowej Woli. Obecnie, pięknie wykończony, posłuży jako mieszkanie dla dwudziestu pięciu osób.
Dom Ludzi Starszych im. Sue Ryder

Sanktuarium w Kalkowie powstało jako miejsce odzyskiwania tożsamości religijnej i narodowej Polaków - te słowa księdza Kustosza zostały już na tych stronach wielokrotnie przywołane. Ale też. jak podkreśla twórca Kałkowa, sanktuarium ma być znakiem otwartości na człowieka i jego potrzeby. Dziś są one nieco inne niż były wczoraj, choć nie zmieniło się jedno: na człowieka należy patrzeć integralnie, w wymiarze duchowym i fizycznym, od poczęcia po starość, w perspektywie jego przeznaczenia do życia wiecznego. W każdym z tych wymiarów, jak mówi ksiądz Kustosz, każdy człowiek jest piękny i ważny, jedyny. Jest dzieckiem Bożym. To przekonanie legło u podstaw wielkiego dzieła pomocy osobom w podeszłym wieku, pozbawionym rodziny i chorym; Domu dla Osób Starszych im. Sue Ryder.
Lady Sue Ryder, angielka, założycielka wielkiej międzynarodowej instytucji charytatywnej, ze szczególną sympatią odnosiła się do Polaków. W czasie wojny pracowała jako pielęgniarka, m-in. współpracowała z cichociemnymi, czyli ze skoczkami spadochronowymi zrzucanymi na tyły wroga. Poznała wówczas wielu wspaniałych Polaków i nauczyła się naszego języka. Po wojnie założyła fundację swego imienia, by nieść pomoc ludziom na całym świecie. Pomoc chorym, niepełnosprawnym, biednym. W Polsce za pieniądze fundacji wzniesiono trzydzieści domów opieki. Z jej inicjatywy powstała także sieć sklepów w Anglii i innych krajach, z których dochód idzie na potrzeby fundacji. Jak powiedziała składając wizytę w Kałkowie w 1996 roku: "Pomoc potrzebującym nie tylko niesie im ulgę i wzbogaca świadomość, że nie są sami, ale także uszlachetnia i wzbogaca tych, którzy poświęcają się dla nich".

Zauroczona ideą Golgoty wyjechała przekonana, że tu powinien powstać ośrodek jej fundacji. Jak mówiono, wróciła wówczas do Anglii jakby odmieniona, dostrzegła bowiem od razu, ze w Kałkowie czyni się to, o co ona całe życie zabiegała: troszczy się nie tylko o ciało chorego, ale i o duszę. Jak wspominała; Jasna Góra oczarowała mnie wielkością i świętością, Kałków przekonał troską o człowieka. Dobrze oddaje te fascynację napis na tablicy w kałkowskiej Golgocie upamiętniający spotkanie z Sue Ryder: "Jestem dumna"
Przygotowując się do budowy domów opieki ksiądz Kustosz zakupił od kałkowskich gospodarzy ziemię tuż za Golgotą natomiast fundacja nawiązała kontakty z władzami samorządowymi, z architektami. W efekcie rychło rozpoczęła się budowa kompleksu domów dla ludzi starszych, które według fundatorki Sue Ryder miały być symbolicznym zadośćuczynieniem za ofiarę kilku milionów Polaków, którzy podczas ostatniej wojny światowej oddali życie w obronie ludzkich wartości, a także tych, którzy obecnie cierpią i umierają w wyniku najrozmaitszych prześladowań.

Dwa piękne pawilony, dzieło architektów Ewy i Jerzego Bogusławskich, zostały poświęcone pod nieobecność Prymasa Polski kard. J. Glempa przez biskupa Jana Chrapka 7 września 2001 roku. Obok licznych przedstawicieli władz samorządowych, obecni byli również biskupi: Edward Materski, Adam Odzimek i Stefan Siczek. Nowoczesna placówka ma dwuosobowe pokoje z łazienkami. Jest również kaplica, kilka sal rehabilitacyjnych z najnowocześniejszymi urządzeniami, miejsce na spacery, parking... Ośrodek jest finansowany dzięki dotacjom z Świętokrzyskiego Urzędu Wojewódzkiego. Zamieszkało w nim osiemdziesiąt osób potrzebujących opieki.
Dodajmy, że biskup J. Chrapek poświęcił również tego dnia Zakłady Aktywizacji Zawodowej dla Niepełnosprawnych, utworzone przy współpracy Państwowego Funduszu Osób Niepełnosprawnych, a także tablicę upamiętniająca fundatorkę domów Sue Ryder oraz salę widowiskową Panoramy Męki Pańskiej.
Eremy z widokiem na Święty Krzyż

"Każdy człowiek ma w swojej ziemskiej wędrówce do zrealizowania określony plan, który powinien starać się odkryć. Dla chrześcijanina, człowieka wierzącego, najważniejszym elementem tego planu jest dotarcie do celu. jakim jest spotkanie z Bogiem, życie wieczne z Nim. Aby to osiągnąć, należy od czasu do czasu zatrzymać się w drodze, zastanowić nad
swoim życiem. Dlatego zamarzyłem, aby przy sanktuarium zbudować kilka eremów - pustelni, w których mogliby zamieszkać ludzie czasowo spragnieni samotności, poszukujący prawdy, zrozumienia siebie, bliźnich, świata, właściwej drogi życia" - tak ksiądz Kustosz tłumaczy wybudowanie piętnaście domów o roboczej nazwie eremów, cudownie zlokalizowanych nad zbiornikiem wodnym na Świślinie, z widokiem na łańcuch Łysogór ze Świętym Krzyżem.
Idea zrodziła się w sercu księdza Wali bardzo dawno, kiedy nie było jeszcze kościoła w Kałkowie. Jak wspomina ksiądz Kustosz, w każdej wolnej chwili biorąc do ręki brewiarz, szedł na spacer pośród pól, mając przed sobą z jednej Strony Święty Krzyż, z drugiej ~ wspaniałą dolinę Świśliny. Już wówczas wybiegał myślą w przyszłość, planując, aby w tym pięknym, spokojnym miejscu mogli także inni zaczerpnąć nowego ducha, modlić się na tonie przyrody, wypoczywać.

Nie mówiąc nikomu o swoich planach, ksiądz Wala zakupił dość wcześnie dwuhektarową działkę z przeznaczeniem na eremy - domy rekolekcyjne. Początkowo byto trochę kłopotów, ponieważ tuż obok zaczynała się strefa ochronna nad zalewem. stąd uzbrojenie terenu było bardzo kosztowne, a należało doprowadzić wodę, gaz, energię. W sumie jednak, miejsce okazało się iście wymarzone na eremy, nie ma bowiem w pobliżu domów mieszkalnych czy letniskowych. Działkę ogrodzono, planuje się jeszcze zagospodarować matą architekturę, chodniki, fontanny, klomby kwiatowe, krzewy ozdobne...
Można przy okazji wspomnieć, że w wiosce Wióry wybudowano tamę wodną i zalew na Świślinie. Jednak mieszkańcy nawet marzyć nie mogli, aby u siebie mieć kaplicę i kapłana.